Menu

Mieszamela

dziecko z wyzwaniem

zombie...

mieszamela

Rodzice kochają swoje dzieci. Ja kocham bezgranicznie. Akceptują je takimi jakie są. Z ułomnościami, deficytami, wadami i niedoskonałościami czasami nawet w ogóle ich nie dostrzegając. Ja je zauważam i przyjmuję bez gadania, z całym dobrodziejstwem inwentarza.

 

Na marginesie: nie raz owe mankamenty w życiu okazywały się być czymś, co zmieniało je na lepsze, wystarczył czas i otwarty umysł.

Ale ja nie o tym tutaj chciałam. Chciałam o stosunku do inności, ułomności naszego dziecka innych ludzi, a konkretnie jego zdrowych rówieśników.

Amelka, póki co, nie zdaje sobie sprawy, że jest inna niż jej koleżanki i koledzy. Oczywiście w przeciwieństwie do nich. Oni najczęściej zdecydowanie widzą różnicę. Niektórzy od razu robią duże oczy i wykrzywiają buzie mówiąc bez słów: „ale dziwak” i przestają na nią zwracać uwagę. Nie bawią się z nią, a w zasadzie przestają ją widzieć. Inni zdają się również być niewidomi, ale Ci z kolei po prostu nie zwracają uwagi na różnicę między moją córką a sobą. Są otwarci na inność, nie przeszkadza im ona, nieraz zaciekawia, intryguje. Generalnie traktują Amelkę normalnie. Kocham je :) Bo i ja dzięki nim czuję się normalnie. I są jeszcze te dzieciaczki, które przyprawiają mnie o dreszcz. I nie ukrywam, odczuwam ból kiedy obserwuję ich zachowanie. A jakie one są? Hmm… krótko mówiąc bezlitosne.

Przykład z wczoraj. Na naszym placu zabaw pojawiła się dziewczynka, którą Amelka zna z przedszkola. Była z kuzynem. Amelka oczywiście bardzo się ucieszyła. Dzieciaczki zaczęły razem biegać. Niestety inność Amelki (przejawiająca się w zasadzie w może zbytniej infantylności, otwartości, radości? Nie wiem..) została w każdym razie zinterpretowana przez nich w dotkliwy dla mnie sposób. Nazwali ją Zombie i zaczęli przed nią uciekać. Amelka, biorąc to za element zabawy, zaczęła ich gonić. I tak biegali po placu. Oni uciekali krzycząc „Zombie” a Amelka goniła ich krzycząc z kolei z radości, że wspólnie świetnie się bawią…

Nie ingerowaliśmy.

Zabawa trwała. Moja Amelka czerpała z niej radość. Nie do końca ją zrozumiała. Na szczęście. A uciekający z biegiem czasu chyba nieco oswoili się z moim Zombie.

Czy ja kiedykolwiek oswoję się z takim postrzeganiem mojej córki? Nigdy. Niestety nie mam wpływu na to, jak ludzie odbiorą niepełnosprawność wypływającą z Zespołu Williamsa, na który cierpi Amelka. Słyszałam już różne określenia, nie tylko z ust dzieci. Zombie czy trol. Nie ma znaczenia.

Dla mnie zawsze będzie najprawdziwszą księżniczką.

 

walka z wiatrakami >

< gdzie jest Nemo?

© Mieszamela
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci