Menu

Mieszamela

dziecko z wyzwaniem

skoro świt

mieszamela

Sobota. 6:00 rano.

 

Cichutko wygrzebujesz się z cieplutkiej pościeli i żeby zatrzymać choć trochę ciepła na sobie, zakładasz po ciemku jakieś skarpetki wyjęte z najbliższej szuflady. Zdarza się, że są przymałe, ale za to są ze Spidermanem albo inną Hello Kity. Fundujesz sobie oglądanie wschodu słońca przez kuchenne okno. Robisz kawę, siadasz przed kompem albo chwytasz do ręki książkę, do której przez cały tydzień słałaś jedynie tęskne spojrzenia. A może wbijasz się w dres i w konspiracji z inną nawiedzoną, niedospaną  mamuśką biegasz po leśnych duktach.

 

Tak czy owak, korzystasz z, niejednokrotnie jedynej w ciągu całego tygodnia, szansy na zrobienie czegoś tylko dla siebie i swojej własnej przyjemności. Kiedy więc nadchodzi ten sobotni poranek lubię wstać skoro świt. I choć czasem muszę stoczyć w swojej głowie niezłą walkę z ogromnym niewyspaniem to wiem, że warto. Jeśli sama nie zadbam o siebie, nie porozpieszczam, trudniej będzie mi później dbać o innych.

 

Sobotni poranek nie jest jednak z gumy. Za chwilę powolutku otworzą się drzwi do pokoju i ktoś jakże drastycznie swoim rozkosznym przytuptaniem przerwie moją sielankę:

- mamusiu, położysz się jeszcze ze mną?

 

No i idę. Kładę się. Przytulam.

 

I rozpoczynam sobotę na nowo. Z całym domem na głowie. I szybko uświadamiam sobie, że taką właśnie jaką lubię najbardziej. 

 

kawa

dwa uda >

< abra kadabra

© Mieszamela
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci