Mieszamela

Wpisy

  • czwartek, 26 listopada 2015
    • dziecko z wyzwaniem

      Pisanie to moja pasja.
      Bycie mamą również.
      Nawet jeśli moje macierzyństwo bywa chwilami bardziej wymagające niż standardowe.

      Jestem przede wszystkim mamą. Nie terapeutą, ekspertem czy wyrocznią. Borykam się z wieloma wyzwaniami, które przed moją niepełnosprawną córką stawia życie. Na niektóre z nich udało mi się coś zaradzić, na inne stale szukam rozwiązania, a jeszcze inne trudności dopiero się pojawią.

      Postanowiłam zatem dzielić się swoim doświadczeniem w tym względzie na blogu. Z autopsji wiadomo, że co dzieli się z innymi to się mnoży, wobec tego liczę, że w konsekwencji pomysłów na walkę z przeróżnymi ograniczeniami wynikającymi z niepełnosprawności będzie nam przybywać z każdym dniem.

      Dlatego też blog Mieszamela zmienia nieco swoją formę. Ma nową domenę (www.dzieckozwyzwaniem.pl) i wygląd, który jest owocem pracy bardzo zdolnego i otwartego człowieka, cierpliwie wprowadzającego kolejne moje „widzimisię” w życie. Dziękuję.

      Zapraszam do zaglądania, czytania, komentowania.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mieszamela
      Czas publikacji:
      czwartek, 26 listopada 2015 22:20
  • wtorek, 20 października 2015
    • podróże kształcą

      Podczas naszej wrześniowej wycieczki do Kletna zwiedziliśmy Jaskinię Niedźwiedzia. Super sprawa. Doświadczony przewodnik poprosił w pewnym momencie, aby do kolejnej sali w jaskini zwiedzających poprowadziła chętna kobieta lub dziecko. Wytłumaczył wówczas, że jaskiniowcy od zarania dziejów puszczali kobiety (ewentualnie dzieci) przodem. Nie żeby byli tacy szarmanccy. Zwyczajnie chodziło o to, że jeśli w jaskini mieszkał niedźwiedź to pożerał on pierwszego pakującego się na jego terytorium intruza a mężczyzna mógł w tym czasie ucieczką ratować swoją skórę.  

       

      Dziś mój syn przypomniał mi ową prawdę historyczną, którą zdążyłam już puścić w niepamięć. Staram się wychować go na choćby średniej klasy dżentelmena. I kiedy rano wychodziliśmy z podwórka na ulicę przez bramę mówię do niego, że powinien mnie i swoją siostrę puścić przodem. Zdziwiony odpowiedział:

      - Dlaczego? Przecież nie ma w pobliżu żadnego niedźwiedzia…

       

      Podróże kształcą.

      No mi się przynajmniej syn nieco dokształcił...

      niedzwiedz1

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mieszamela
      Czas publikacji:
      wtorek, 20 października 2015 20:33
  • sobota, 17 października 2015
    • kaligrafia

      Kiedy jesteś rodzicem napotykasz na drodze swojego rodzicielstwa różne wyzwania. Czasem dziecko czegoś pragniesz nauczyć, innym razem próbujesz je czegoś tam oduczyć. Wspinasz się na wyżyny swoich możliwości, aby wytłumaczyć mu w sposób przystępny rzeczy niewytłumaczalne lub oczywiste. Szukasz najlepszych metod i sposobów, aby szybko i sprawnie uporać się z każdym kolejnym wyzwaniem.

       

      Kiedy posiadasz dziecko, które ma zaburzony rozwój wyzwań jest dużo więcej. Nieraz najprostsze rzeczy urastają do rangi ogromnego problemu. Ty jako rodzic natomiast wychodzisz z siebie, stajesz obok i próbujesz wymyślać kolejne możliwości działania.

       

      Nigdy nie zaliczałam siebie do osób wielce kreatywnych. Jednak bycie mamą dziecka z zespołem wad genetycznych wymaga ode mnie na co dzień wpadania na kolejne genialne pomysły. Jak moja córka mogłaby opanować rzeczy, które normalnie same się opanowują? Jak pokonywać jej ograniczenia, o których istnieniu zdrowi ludzie nie mają pojęcia? Jak najprostsze rzeczy rozkładać na czynniki pierwsze? Jak ugryźć rzeczy skomplikowane???

       

      Czasem staję na rzęsach. Wymyślam nowy sposób.

       

      To jednak dopiero początek. Pomysł trzeba jeszcze wcielić w życie. Mozolnie, wytrwale go wałkować. Liczyć, że się sprawdzi. A jeśli tak się nie stanie, to główka znowu musi zacząć kombinować.

       

      Czasem opuszczam.

      Rzadko, ale zdarzyło mi się…

       

      Teraz mamy na tapecie kaligrafię.

      I tu pewnie część rodziców dzieci z Zespołem Williamsa wybuchła śmiechem. I to raczej nerwowym.

      Nauczyć bowiem nasze dzieci kaligrafii to tak, jakby je wysłać z misją kosmiczną na Marsa liczyć, że wrócą z informacją, iż odnaleźli tam inne formy życia. Przynajmniej na dziś tak  to widzę…

       

      Broni nie składam, ale mózg od wyszukiwania sposobów na ów wyzwanie mi się zwyczajnie lasuje…

      ama_pisze

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mieszamela
      Czas publikacji:
      sobota, 17 października 2015 08:28
  • czwartek, 15 października 2015
    • łobuzy

      Zrobiło się zimno. Rano w domu jest "rześko". Skończył się więc czas beztroskiego wałęsania się po domu w piżamie do południa. Niestety Amelce to się nie podoba. Na próżno dziś prosiłam, aby się ubrała zanim na dobre rozkręci się w zabawie. W końcu nazwałam ją łobuzem. Obruszyła się na te słowa i rzuciła w moja stronę:

      - To Ty mamo jesteś łobuzem.

      - Dlaczego tak mówisz?

      - Bo wymyślasz głupie zasady.

       

       

      No taki już nasz los, drodzy rodzice.

      Prawda może zaboleć, ale...

       

      z naszymi zasadami wszyscy w oczach naszych dzieci bywamy łobuzami.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mieszamela
      Czas publikacji:
      czwartek, 15 października 2015 21:04
  • piątek, 02 października 2015
    • każdy ma swój kołowrotek

      Udało się. Wrzesień dobiegł końca. Teraz będzie już tylko lepiej. Po miesiącu bowiem powinniśmy już przyzwyczaić się do życia w kołowrotku. Poza tym zdaje się, że powinien on już nieco zwolnić.

       

      Klocki mamy w końcu poukładane. Plany lekcji, zajęcia dodatkowe, konie, muzykowanie, kreatywne edukowanie – wszystko ma już swój dzień i swoją godzinę. Pozostało tylko ów grafik wykuć na blachę i wpaść w odpowiedni rytm.

       

      Loginy i hasła do e-dzienników w googlach zapamiętane.

       

      Ubezpieczenia, klasowe, składkowe, komitetowe i wszelkie inne złotówkowe zapłacone.

       

      Zgody lub ich braki na: fluoryzację, zjadanie warzyw i owoców, poszukiwanie wszy i publikowanie wizerunków (dzieci, nie wszy rzecz jasna) wydane.

       

      Wszystkie możliwe drogi dojazdu do szkoły obcykane. Choć prawdę mówiąc, dzięki wszechobecnym robotom drogowym, wybór mamy bardzo ograniczony. W grę wchodzi albo opcja połączona ze zwiedzaniem centrum naszego miasta w tempie iście spacerowym. Albo wariant wiążący się z wyjazdem praktycznie poza miasto i wbijaniem się do niego z innej strony. Sorry, jak to mówią: "taki mamy klimat".

       

      Generalnie, rzec można, że jesteśmy w kwestii organizacyjnej ogarnięci.

       

      W związku z powyższym liczę, że uda mi się w końcu przeczytać coś więcej niż komunikaty w dzienniczkach czy lista lektur. Ufam, że znajdę czas, aby pisać coś innego niż „to Tola i Ola”. I wierzę, że dam radę w końcu normalnie pobiegać.

       

      Bo we wrześniu biegałam, a jakże! Przed ósmą rano, aby nie spóźnić się do pracy. Leśną dróżką prowadzącą ze szkoły mojej córki na parking samochodowy. W szpilkach i po szyszkach. To jest czad!!!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mieszamela
      Czas publikacji:
      piątek, 02 października 2015 20:02

Kategorie

Kanał informacyjny